Nie możesz uzyskać dostępu do konta?

ChAD

  • 06/10/2017 10:35
  • 1

Kłótnia, awantura w rodzinie - to niekoniecznie jest przemoc domowa. To może być ChAD – Choroba Afektywna Dwubiegunowa. Wszyscy mamy swoje wzloty i upadki, okresy kiedy promieniuje od nas radość i szczęście oraz dni kiedy najchętniej nie wychodzilibyśmy ze swojego pokoju. W chorobie dwubiegunowej amplituda wzlotów i upadków jest o wiele większa. W fazie przygnębienia dochodzi do skrajnej depresji, a w fazie euforii pacjenta rozsadza energia i radość, a przy tym  nie znosi sprzeciwu, żadnej krytyki czy uwag i wszystko co nakaże ma być wykonane co „joty”, co do „milimetra”. W takich przypadkach nawet „chucherko” potrafi sterroryzować dwumetrowego faceta.

Gdy w gabinecie rehabilitacyjnym dopytywałem się o postępy (w ogóle, „jak śmiałem to robić?”) w leczeniu żony – usprawnianiu ręki po złamaniu (zresztą, gdyby mnie posłuchała toby nie złamała), nie dając dojść do słowa rehabilitantowi zapewniała mnie: „Wszystko bardzo dobrze, tu jest świetnie, buźka, buźka mężu”. A mnie jakby ktoś rozżarzonym żelazem przypiekał. Dziwne? Gdy za ostatnim gościem zamykały się drzwi mieszkania, znowu zostawałem chamem, bydlakiem, s…synem, damskim bokserem. To i tak jedne z najdelikatniejszych określeń. Ból niesamowity! I takiego bólu nie może odczuwać nawet taki „typ” jak ja?

Choroba mojej żony objawiła się, a raczej została zdiagnozowana piętnaście lat temu. (Symptomy były wcześniej, niestety, nie zostały wzięte pod uwagę, bo wszystko składałem na karb jej złego charakterku, a 25 lat wcześniej była osobą miłą, serdeczną, życzliwą – jednym słowem kochającą, taką jaką chciałem mieć za towarzyszkę życia.) Wtedy to amplituda nastrojów stała się już wielka. W „przygnębiającym stanie” nie potrafiła wstać z łóżka, umyć się, ubrać, ani nic ugotować. I te straszne myśli: „Tadziu ratuj!” Przytulania, perswazja z mojej (i bliskich) strony nie odnosiły skutku. Wreszcie trafiliśmy do psychiatry (był również, o zgrozo, biegłym sądowym), który zalecał … „spacer od skrzyżowania do domu, to depresja pani przejdzie”.[sic] „Wywindował” „Efektinem” (lek) żonę w górę tak, że ją energia „roznosiła”. „Zakładała” po kilka firm, zaczynała pracę nie kończąc poprzedniej, a wszystko robiła w piżamie do południa. Nakazywała też po kilka prac domownikom, wymagając bardzo dokładnego wykonania i przy tym nie znosząc żadnego sprzeciwu. Oczywiście, uważała, że jest zdrowa, czuła się „wyśmienicie” i twierdziła, że to ja „byłem chory” (teraz też tak twierdzi.) A przy tym wyzwiska – ból … duszę rozrywający. Jakoś udało mi się namówić żonę do pójścia do Przychodni Psychiatrii razem. Pan Bóg stawia na naszych drogach ludzi dobrych, mądrych, a przede wszystkim kompetentnych. Podczas rozmowy z doktorem psychiatrii, panią Karlson, oby Pan Bóg darzył Ją jak najdłużej zdrowiem, żona, cała roztrzęsiona, poprzez łzy opowiedziała jak była przeze mnie „krzywdzona”: „bita”, „ciągana”, „szarpana”, „rozrywane było ubranie”. Nie wspomniała tylko, że mi podbiła oko (nie potrzeba do tego wcale dużej siły), tak że przez dwa tygodnie, chcąc coś zobaczyć, musiałem powieki rozchylać palcami. Gdy potwierdziłem słowa żony, pani doktor nie chciała ode mnie więcej informacji, tylko stwierdziła: „Pani cierpi na Chorobę Afektywną Dwubiegunową. Czy pani zgodzi się na leczenie dobrowolnie, czy poprzez przymus sądowy?” A mnie jakby ktoś po głowie pałką dał. Na szczęście żona zgodziła się dobrowolnie. Była wówczas hospitalizowana trzykrotnie. Ważne! Od kiedy wiem, że to jest choroba, zmieniło się moje podejście do żony. Nie składałem już tego na karb „Jej niedobrego charakterku”, gdyż jestem już świadomy, że jest to „wina” choroby. I od tamtej pory nie podniosłem ręki na żonę. Przez 15 lat było dobrze, a nawet bardzo dobrze. Niestety, natężenie choroby nastąpiło ponownie.

„Głupi”?! „Wywleka swoje sprawy przed ludźmi?”

Po pierwsze: czy można „wywlec” coś już „wywleczonego”? Po drugie: choroba sama się „wywlekła”. Część ludzi zna doskonale sytuację i rozumie to. Niestety, znaleźli się też złośliwi i dokładają niestworzone historie. Jest też grupa, która ma mylne wyobrażenie: „Taki świętojebliwy damski bokser chodzi do kościółka i składa rączki, w dodatku w prezbiterium”?!

A do kogo mam chodzić … gdy, jak do tej pory zastosowane środki nie są skuteczne?
… gdy przełożony nie awansował mnie; wolał kogoś innego zamiast „damskiego boksera” (żeby było jasne, nie mam o to pretensji do przełożonego)?
… gdy żona była zabierana do szpitala, sąsiedzi mówili: „Ale ona taka zdrowa”? Charakterystyczne - o moim „złym zachowaniu” dowiadywali się najpierw obcy i współmałżonkowie mojego rodzeństwa, co z kolei odbijało się na ich wzajemnych relacjach – „no tak, to wszyscy G. tacy są”!
… gdy ze względu na podeszły wiek, nie mogę liczyć już na Jej ciocię (ja szukałem pomocy wśród najbliższej rodziny żony), która bardzo dużo pomogła mi, ale przede wszystkim swojej siostrzenicy? Stawiała sprawę otwarcie: „Powinnaś być wdzięczna swojemu mężowi, że dał Cię na leczenie”, bo według żony najcięższą winą, a nawet „przestępstwem” było to, że do szpitala Ją … „zapuszkowałem”.
… gdy najbliżsi też nie są w stanie Jej pomóc, bo nie mogą się porozumieć z matką, siostrą? Zresztą, są daleko.
… gdy znajomi i dalsi krewni „mają własne problemy”, „nie chcą się wtrącać”, mówią: „to są wasze sprawy”; radzą: „musicie się sami ze sobą dogadać”? Nie jesteśmy „sami”! Jest jeszcze ktoś trzeci – Szatan, który przywlókł paskudne, perfidne, podstępne choróbsko.
… gdy trzy sąsiadki (bardzo życzliwe) ani prośbą, ani perswazją, ani żartem nic nie wskórały, nie mogąc przekonać żony do otwarcia (przez 2 godziny) drzwi do mieszkania?
… gdy Straż Pożarna (dwa wozy – „cyrk na całą miejscowość”), po tym jak żona wreszcie, o zmroku, otworzyła drzwi, stwierdziła, że „niebezpieczeństwo minęło” i odjechała? Widocznie Dyspozytor Pogotowia wezwał Straż asekuracyjnie, bo nie wiadomo było co chora może zrobić zamknięta.
… gdy Policja wezwana z numeru 997 bezradnie rozkłada ręce i nie może przymusić do pójścia do szpitala? Z dzielnicowym, aby się zapoznał z sytuacją, nie mogłem się skontaktować, bo posterunek, za czasów rządów PO-PSL, został zlikwidowany.
… gdy karetka Pogotowia Ratunkowego (999) dopiero za trzecim razem zabrała żonę do szpitala, bo za pierwszym razem … „do przemocy domowej karetka nie przyjeżdża!”? Na pogotowiu nie ma specjalisty – psychiatry. Państwo ratownicy z rozbrajającą szczerością wyznali, że są szkoleni tylko do wypadków, złamań, potłuczeń, do nagłych zachorowań (a to nie jest choroba? No, nie jest nagła), a w zakresie  psychiatrii nie są szkoleni.
… gdy pani doktor prowadząca w szpitalu stwierdza, że żona przez cały czas pobytu zachowywała się „normalnie”? To po co chorą trzymała ponad dwa miesiące?
… gdy pani doktor prowadząca na co dzień nie chce ze mną rozmawiać ani informować o stanie zdrowia mojej żony? Czy pani doktor zdaje sobie sprawę, że narusza moje prawo do wiedzy o stanie zdrowia, przecież najbliższej mi osoby? Powinienem być przecież informowany jak zachowywać się i postępować wobec chorej.
… gdy psychiatrzy mówią, że ChAD jest najtrudniejszą, najpaskudniejszą chorobą do wyleczenia i może być jeszcze gorzej?

I zostaję sam! Cokolwiek zrobię, jest złe! Ostateczne rozwiązanie to … rozwód. Po pierwsze, to byłoby rozwalenie całego naszego dorobku – nie rozwód! Po drugie, jaki podać powód? Awanturnictwo żony? To byłoby kłamstwo, które by wyszło na jaw już na pierwszej rozprawie. Choroba? A to dopiero byłbym „bydlakiem”. Impas przekraczający wszelkie wyobrażenie! Do kogo mam więc „chodzić’ jak nie do Pana Boga?

ChAD jest chorobą dotykającą w ciągu życia ok. 1,2% populacji ogólnej – oznacza to, że w Polsce choruje na nią 450-500 tysięcy osób. Inne źródła mówią o 4-8% w zależności od natężenia choroby. Jakże mylące są statystyki! Gdy człowiek zachoruje, dajmy na to, na grypę, opiekun poda gorącą herbatę, lekarstwa, termometr, położy do łóżka i może zająć się innymi czynnościami. W tym przypadku, jak wyszczególniłem, wachlarz osób (i … instytucji), których dotykają skutki ChAD jest wielokroć szerszy i sięga kilkunastu a może nawet kilkudziesięciu procent. Otoczenie, bliższe i dalsze „wciągane” jest (permanentnie zaangażowane, myśli o tej sytuacji) w orbitę tej choroby. Problem społeczny jest bardzo wielki!

Piszę to również po to, by zwrócić uwagę czytających, że nie tylko nie powinno się odnosić do chorego (ze względu na jego coraz częstsze, konfrontacyjne zachowanie) wrogo. Nie dopuszczalne jest też utwierdzanie osoby chorej w przekonaniu, że jest zdrowa, że z nią „jest wszystko w porządku”. Równie szkodliwe jest także „nie wyprowadzanie” jej z błędu – potrzeba jednak dużo taktu. Ponadto, jeśli ktoś się zasklepi w swoim kokonie i nie będzie mówił, to nikt nie będzie nawet wiedział, że ten „ktoś” potrzebuje pomocy.

Cały czas mam nadzieję, że znajdzie się jakaś pomoc, jakiś ratunek (bo ta choroba jest jak rak wyniszczający psychikę, ale też i ciało) przede wszystkim dla mojej żony, którą przecież kocham.

T.G.

PS. „Gwiaździsta noc” Vincenta van Gogha (charakterystyczny, rozmyty i wibrujący styl) mógł być efektem Choroby Afektywnej Dwubiegunowej.

Oceń
Autor: warmiak

KOMENTARZE

Xx 08/10/2017 12:22
Wielu mi bliskich osób walczyło /nadal walczy z depresją (także z ChAD). Z ChAD można "normalnie" żyć, ale warunkiem jest odpowiednie leczenie. Dobry lekarz i leki, współpraca lekarza z najbliższą rodziną i wsparcie otoczenia są kluczowe, aczkolwiek zapwenienie tych, jakże oczywistych, warunków bywa niezmiernie trudne. Nie każdy ma odwagę, cierpliwość i wytrwałość, by zmierzyć się z tą trudną chorobą. Mam nadzieję, że Państwo otrzymają odpowiednią pomoc, czego z całego serca życzę.

DODAJ KOMENTARZ

Polecane firmy

Reklama konta firmowego