Nie możesz uzyskać dostępu do konta?

Ćpałam. Potem zmarło moje dziecko.

  • 01/05/2013 10:38

— Poronienie było czymś strasznym. Ból niemiłosierny, rozwarcie. Czułam, że rodzi mi się dziecko, czułam, że rączka normalnie wychodzi. O ciąży dowiedziałam się w 15 tygodniu, a w 16 Ksawery już nie żył. Musiałam pochować go na cmentarzu, dać mu imię. Byłam załamana, że wcześniej się nie dowiedziałam i przez całą ciążę zażywałam narkotyki — mówi Marta.

Marta zaczyna studia w Toruniu, ale wytrzymuje tylko do pierwszej sesji. Nie zalicza egzaminów i tak kończy przygodę z nauką. Wyjeżdża do Warszawy w poszukiwaniu pracy i lepszego życia. Podejmuje pracę na czarno, jako opiekunka do dziecka. Poznaje też chłopaka.
— Krzyśka poznałam na prywatce w moim mieszkaniu — mówi. — Był bardzo miły, kulturalny i grzeczny, ale jednocześnie pełen wigoru. Urzekł mnie. Zaczęliśmy się spotykać, chcieliśmy nawet razem zamieszkać — opowiada. — Wydawało mi się, że ma wszystkie cechy, jakie powinien mieć mój chłopak. Najbardziej potrzebowałam spokoju, musiałam poukładać w życiu pewne sprawy. Układało się nam. Nigdy się nie kłóciliśmy, nigdy nie powiedział mi nic przykrego. Widziałam, że szanuje swoja matkę, a to ważne. Myślałam, że będzie z niego dobry materiał na faceta.

Seksu i narkotyków
nie odmawiam

— Czar szybko prysł. Powiedział, że mnie nie kocha i przestałam go poważnie traktować. Zwyczajnie się rozstaliśmy. — Nic do Ciebie nie czuję, dlatego nie możemy być razem — usłyszałam. — Wróciłam do rodziców, ale znów zadzwonił. — Tęsknie za tobą, daj mi szansę — prosił mnie Krzysiek. — Zgodziłam się, ale nabrałam dystansu i nie brałam tego do końca na poważnie. Było naprawdę fajnie, ale obydwoje paliliśmy trawę. Duże ilości. Seksu i alkoholu też raczej sobie nigdy nie odmawiam.
— W październiku znów się rozstaliśmy. Okazało się, że we wrześniu zaszłam z nim w ciążę. Miałam jeszcze dwa okresy, co prawda były mniejsze, ale nic nie podejrzewałam. Właściwie to się domyślałam, ale nie dopuszczałam do siebie tej myśli. Nie chciałam, żeby dziecko było przeze mnie chore. Przerastało mnie to wszystko. Zrobiłam test w 15 tygodniu. W 16 poroniłam. Chyba z nerwów wody mi chlupnęły, miałam już widoczny brzuch.

Wyskrobali mi dziecko
— Była sobota, około 11 rano. Zaczął boleć mnie brzuch. Czułam, że chcę wyrzucić z siebie dziecko. Odeszły mi wody, od razu pojechałam do szpitala. Tam wszystko poszło bardzo szybko, bez zbędnych pytań. Lekarka powiedziała, że dziecko nie żyje, a ja musiałam wyrazić zgodę na skrobanie.
— Poronienie to coś strasznego, ból niemiłosierny, rozwarcie, czułam, że dziecko mi się rodzi, czułam, że rączka normalnie wychodzi. Jak pojechałam na pogotowie, to już nie żył. Synek. Byłam w histerii, uśpili mnie i wyskrobali dziecko — 16cm — mówi roztrzęsiona dziewczyna. — Musiałam go pochować na cmentarzu, dać mu imię. To była dla mnie prawdziwa katorga. Wszystko działo się na święto trzech króli. Pochówek był tydzień później. Najgorsze jest to, że moje ciało zachowywało się normalnie jak po porodzie, normalnie mi mleko wyciekało na ubrania. Strasznie to przeżyłam. Przeżywam dalej. Staram się to zdusić, bo rozdrapywanie nic nie pomaga, ale dziś znów był dzień, kiedy po raz kolejny mnie to dopadło.

Świat wali się na głowę
— Krzysiek był w szoku, gdy dowiedział się o dziecku. Długo nie rozmawialiśmy. Na pewno nie wyobrażaliśmy siebie razem przez całe życie. Wiem jednak, że by mi pomógł i nie wyparł się swojego syna. Na pogrzebie się jednak nie zjawił. Poroniłam w momencie, kiedy wszystko to mnie dotarło.
— Zabezpieczaliście się? — pytam dziewczynę. — Poza stosunkiem przerywanym nie stosowaliśmy żadnej antykoncepcji. Dotychczas się to sprawdzało, ale skończyło bardzo źle. Teraz wiem, że byliśmy bardzo nieodpowiedzialni.
— Musisz wziąć to wszystko na siebie — usłyszałam od rodziców, którzy reagowali bardzo spokojnie, ale stanowczo. I nie było dyskusji.  — O kur.., i co teraz!? — pomyślałam. —  Mam w sobie drugiego człowieka, moje życie się zmienia, pracuję na czarno, nie mam środków do życia, ojciec dziecka mnie nie kocha, a rodzice nie chcą mi pomóc — takie myśli mi towarzyszyły.
— Naprawdę, nie życzę tego nikomu. W takich chwilach świat dosłownie wali się na głowę. Głowę, w której kłębią się różne myśli. I to przez własną głupotę. Ćpałam. Potem zmarło mi dziecko. To najgrosze co może spotkać kobietę — kończy Marta.

-------
Imiona zmienione, do wiadomości autora bloga.

Oceń
Autor: Grazian

KOMENTARZE

DODAJ KOMENTARZ

Polecane firmy

Reklama konta firmowego