Nie możesz uzyskać dostępu do konta?

Wojciech Sumliński: - Jak zostałem ekstremistą

  • 15/05/2018 10:37
  • 0

- Oficer straży granicznej na lotnisku Luton w Londynie ledwo dotknął klawiatury komputera i już wiedział, co miał wiedzieć. Z miejsca schował mój paszport i zastopował swoje stanowisko kierując oczekujących w kolejce za mną podróżnych do stanowisk sąsiednich, a następnie zadał jedno tylko pytanie, choć tak naprawdę było to stwierdzenie: "pan jest ekstremistą". Nie czekając na odpowiedź - właściwie co można odpowiedzieć na taki idiotyzm - poprosił, bym udał się za nim i wskazał miejsce, w którym miałem czekać na dalszy bieg wydarzeń - opowiada Wojciech Sumliński na swoim facebookowym profilu o wydarzeniach na lotnisku Luton w Londynie.

- Nie minęło pięć minut, gdy pojawiło się przy mnie trzech umundurowanych osobników, w tym jeden z notesem i długopisem. Gdybym jeszcze do tego momentu łudził się, że to, co się dzieje, jest dziełem przypadku, musiałbym pozbyć się złudzeń kilka sekund później, gdy ten z notesem i długopisem sformułował zadziwiająco trafne stwierdzenie – bo i tym razem nie było to pytanie - które zabrzmiało, jak oskarżenie: pan ma dziś miting w Southampton i będzie mówił o książce o mafii. Powodowany odruchem wyjąłem z torby egzemplarz książki "To tylko mafia" i odparłem: tak jest, będę mówił o tej książce w kilku miastach w Anglii.

Ten z długopisem sięgnął po egzemplarz i ruchem ręki przywołał czwartego mężczyznę, który wziął okazany egzemplarz i gdzieś z nim poszedł – zwrócono mi go dopiero po 5 godzinach, nie wiem, czy dlatego, że wciągnęło ich czytanie, czy może z innych powodów, tak czy inaczej, z minuty na minutę wyglądało to coraz bardziej kuriozalnie – a następnie wyjaśniono mi, że zostaję zatrzymany, ponieważ "telefonowano z Polski" z informacją - i jest to już w systemie - że jestem ekstremistą i nacjonalistą, a moje wypowiedzi mogą mieć charakter antysemicki. Poinstruowano mnie, że decyzja o tym, co dalej, zapadnie za kilka godzin, a w tym czasie książka zostanie poddana analizie i zajmie się tym profesjonalny tłumacz.

Niekiedy zdarzają się sytuacje kuriozalne do tego stopnia, że aż nie wiadomo, co odpowiedzieć, bo człowiekowi zwyczajnie odbiera mowę – to właśnie była jedna z takich sytuacji, która mogła by wydać się nawet śmieszną, gdyby nie była po prostu przykrą. Trwałem w tej dyskomfortowej sytuacji - w otoczeniu kilku funkcjonariuszy straży granicznej, którzy pilnowali mnie, niczym przestępcę, bym nie oddalał się na krok - dobrych kilkadziesiąt minut.

Ponieważ moja obecność na lotnisku przedłużała się – w pewnym momencie wszyscy podróżni już wyszli i zostałem w sali odpraw sam ze strażnikami - oczekujący na mnie Polacy, którzy mieli zawieźć mnie do polskiej parafii w Southampton, a stąd na spotkanie autorskie, zaczęli się niecierpliwić i dzwonić raz za razem.

Poprosiłem strażników o zgodę na odebranie telefonu i uzyskałem taką możliwość. W krótkich słowach wyjaśniłem swoje położenie. Po chwili, gdy zamierzałem już skończyć, funkcjonariusz z notesem wykonał gest wskazujący, że chce rozmawiać z oczekującymi na mnie na lotnisku znajomymi z Southampton. Przekazałem telefon. Odszedł na bok, więc nie słyszałem, o czym mówią i dopiero później dowiedziałem się, że dociekano, czy znajomi „też są” z nacjonalistycznej prawicowej organizacji. Oddano mi telefon i pozwolono wykonać oraz odebrać kilka jeszcze połączeń, dzięki czemu mogłem porozmawiać między innymi z Jerzym Kwaśniewskim, zaprzyjaźnionym prezesem Ordo Iuris, który obiecał pomoc prawną oraz interwencję o konsula. To była ostatnia rozmowa, na która mi pozwolono, bo minutę później zaprowadzono mnie do kolejnego pomieszczenia, w którym odebrano mi i telefony i wszystko inne, wcześniej starannie przeszukując bagaż podręczny. Wyjęto z niego wizytownik oraz dwa notesy, które – jak mi wyjaśniono – także miały stać się przedmiotem analizy tłumacza, a cała reszta trafiła do depozytu, zaś ja sam - do miejsca przywołującego przykre skojarzenia z największą traumą mojego życia, z wydarzeniami z 13 maja 2008 roku, gdy na początku "afery marszałkowej" znalazłem się w izbie zatrzymań.

Podobnie jak wtedy, także i tym razem, niczym od rasowego gangstera, pobrano ode mnie odciski ze wszystkich dziesięciu palców i wykonano "sesję zdjęciową" - z przodu i z profilu. Również podobnie jak wówczas, także i tym razem kazano mi wyjąć sznurówki z butów i oddać pasek od spodni – jedyna różnica polegała na tym, że tym razem obyło się bez kajdanek.

"Wyczyszczony" ze wszystkiego trafiłem przed oblicze kolejnego oficera, który wyjaśnił mi, że w związku z telefonami z Polski oraz z tym, co na mój temat "pokazuje system", zostaję zatrzymany i poddany przesłuchaniu, w którym – przez interkom - weźmie udział polski tłumacz. Już pierwsze pytanie pokazało mi, o czym będziemy rozmawiać.

- Czy jest pan prawicowcem (dokładny cytat)?

- Podobnie jak kilkanaście milionów Polaków, głosowałem na partię prawicową, więc pewnie jestem, cokolwiek by to miało znaczyć – odparłem krótko na pytanie, które wydało mi się tak nieprecyzyjne, że aż abstrakcyjne.

Po chwili miałem się jednak przekonać, że to dopiero rozgrzewka.

- Czy w książce, o której chce pan mówić w Wielkiej Brytanii, są treści prawicowe?

- Nie rozumiem pytania – odparłem, bo tak było naprawdę.

- Pan oficer pyta, czy tam są treści nacjonalistyczne, ekstremistyczne i antysemickie, bo takie informacje napłynęły z Polski – wyjaśniła tłumaczka.

- Książka traktuje o powiązaniach polskich polityków na szczytach władzy, z wywiadem wojskowym oraz gangsterami i została napisana wespół z byłym oficerem służb specjalnych oraz najważniejszym świadkiem koronnym w Polsce. Nie zawiera treści antysemickich, a pokazuje po prostu prawdę o prawdziwej mafii w Polsce, a tym, że tworzyli ją ludzie ze szczytów władzy – wyjaśniłem.

- Pan oficer twierdzi, że należy pan do ultraprawicowej organizacji. Co pan może o niej powiedzieć?

- A czy pan oficer mógłby podać mi nazwę ultraprawicowej organizacji, do której rzekomo należę, bo ja nic nie wiem o tym, bym należał do takiego "tworu", więc może pan oficer mnie oświeci. Jestem dziennikarzem śledczym, który pisze książki ujawniające prawdę o służbach specjalnych oraz bandyckich niebezpiecznych związkach na szczytach władzy i tym się zajmuję, a jedyna organizacja, do której w Polsce należę, nazywa się "Domowy Kościół" i tak naprawdę nie jest to żadna organizacja, a po prostu wspólnota skupiająca kilka rodzin, które pod kierunkiem księdza przewodnika w Diecezji Siedleckiej wspólnie się modlą, wspierają i rozmawiają o Panu Bogu.

- A czym się zajmuje ta organizacja, czy tez ta wspólnota, do której pan należy? byPan oficer pyta, czy w jej skład wchodzą prawicowcy?

W tym momencie ręce mi opadły. Przez następną godzinę wyjaśniałem, jak przysłowiowej krowie na miedzy, że jestem dziennikarzem i katolikiem, ale to nie znaczy, że należę do jakiejś ekstremistycznej organizacji i że ktoś - nie po raz pierwszy i z pewnością nie ostatni - zrobił mi czarny PR, ale w tym momencie aż przestraszyłem się swoich słów, bowiem na słowa "czarny PR" "pan oficer", człowiek o czarnym kolorze skóry, którego przodkowie mogli pochodzić z Afryki, zrobił minę nie wróżącą mi niczego dobrego, po czym spytał krótko: "to pan jest także rasistą"? Pomyślałem, że w tej sytuacji najlepsze co mógłbym zrobić, to pewnie zamilknąć, ale po chwili skonstatowałem, że być może milczenie zostanie uznane za przyznanie się do winy polegającej na działalności w jakiejś nieokreślonej ultraprawicowej organizacji zajmującej się ekstremizmem, nacjonalizmem, antysemityzmem i Bóg jeden raczy wiedzieć, jakim jeszcze "izmem". Przemogłem się więc i jak tylko potrafiłem najlepiej, odpowiadałem na kolejne pytania obiecując sobie, że bez względu na poziom absurdu nie dam się wyprowadzić z równowagi, by nie zostać potraktowany np. paralizatorem, jak choćby nieszczęsny rodak w Kanadzie, którego spotkał tragiczny los, a którego mamę onegdaj poznałem.

Odpowiedziałem więc na wszystkie pytania, nawet te najbardziej idiotyczne, w rodzaju: czy polscy księża, którzy mnie zapraszają i u których będę mieszkał na terenie Wielkiej Brytanii, "też należą" do ultraprawicowej ekstremistycznej organizacji?

Przez następne czterdzieści minut wyjaśniałem, że piszę książki, a następnie docieram z nimi wszędzie tam, gdzie są zapraszający mnie Polacy, od Stanów Zjednoczonych i Kanady, które odwiedzałem po wielokroć, po Wielką Brytanię i dziesiątki innych państw i jeszcze nikt nigdy nie oskarżał mnie o podobne brednie. Wszystko jednak na nic, bo miałem wrażenie, że "pan oficer" wie swoje. Słowa "prawicowcy" i "organizacje prawicowe" powtarzano w pytaniach, jak mantrę - łącznie zostały wymienione co najmniej kilkadziesiąt razy i odmienione przez wszystkie możliwe przypadki - po czym najwyraźniej uznano, że wszystko, co było do powiedzenia, zostało już powiedziane. Odprowadzono mnie do pokoju bez klamek, w którym miałem czekać na swój los.

Po kolejnych dwóch godzinach pan oficer otworzył drzwi i oddając paszport, książkę oraz bagaż podręczny poinformował, że mogę wejść na terytorium Wielkiej Brytanii, nie omieszkał jednak dodać, że moje spotkania i wypowiedzi będą starannie analizowane i monitorowane.

Jak zrozumieć wszystko to, co wydarzyło się na lotnisku Luton?

Przyznam, że na dziś, tak na gorąco, mam z tym niemały kłopot i jedyne, co przychodzi mi do głowy, to wykładnia słynnego "Paragrafu 22" z powieści Josepha Hellera: "Nie musisz latać na akcje bombardowania, jeśli jesteś szalony, ale nie chcąc latać dowodzisz, że nie jesteś szalony, bo tylko wariat może chcieć brać udział w tak szalenie niebezpiecznie akcjach".

Innymi słowy - kiedy ktoś w tak absurdalnej rzeczywistości, jaką – nie bez udziału "życzliwych" z Polski - zastałem w Wielkiej Brytanii, próbuje posługiwać się racjonalnymi argumentami, stoi z góry na przegranej pozycji. Bo w tak absurdalnej rzeczywistości jedynym kluczem do jej zrozumienia jest - być może - właśnie tylko absurd. A co Państwo o tym sądzicie? - pyta Wojciech Sumliński.

Oceń
Autor: Express.olsztyn.pl

KOMENTARZE

DODAJ KOMENTARZ

Pozostałe wiadomości

  • .

Jest oświadczenie Archidiecezji Warmińskiej w sprawie księdza Romana K.

- W związku z doniesieniami medialnymi dotyczącymi sprawy ks. Romana K. informujemy, że biorąc pod uwagę obowiązujące obecnie... Zobacz więcej »
  • 20/10/2018 12:44
  • 1
  • Express.olsztyn.pl

    Personel medyczny w wojskach obrony terytorialnej

    - Chcemy zadbać o to, by w odpowiedni sposób wykorzystać i rozwijać umiejętności personelu medycznego. Na Warmii i Mazurach jest... Zobacz więcej »
    • 20/10/2018 09:38
    • 0
    • Express.olsztyn.pl
    • .

    Zobacz film z instrukcją głosowania!

    W Olsztynie jest 101 obwodów głosowania, z czego 14 to odwody odrębne m.in. w szpitalach, areszcie czy domach pomocy. Aby sprawdzić, do... Zobacz więcej »
    • 20/10/2018 09:05
    • 0
    • Express.olsztyn.pl
    • .

    Katarzyna Adamas i jej czas na dobrą zmianę

    Hasło Katarzyny Adamas to "czas na dobrą zmianę". Nie ukrywa ona, że liczy się dla niej każdy głos i każdy jest wyjątkowo ważny... Zobacz więcej »
    • 19/10/2018 19:27
    • 5
    • Express.olsztyn.pl
    • .

    Wioletta Machniewska kandydatką na burmistrza Bartoszyc

    Zdaniem Wioletty Machniewskiej, Bartoszyce sukcesywnie z miasta stają się ...miasteczkiem, z którego ze względu na zastój w rozwoju i... Zobacz więcej »
    • 19/10/2018 19:16
    • 3
    • Express.olsztyn.pl
    • .

    Przypominamy, kto był za nocną prohibicją w naszym mieście, a kto przeciw. Jak głosowali olsztyńscy radni?

    Tymczasem, jak to w naszym mieście - konsultacje sobie, a miejscy radni swoje. I tu pojawia się pytanie, jaki jest cel organizowania... Zobacz więcej »
    • 19/10/2018 17:12
    • 3
    • Express.olsztyn.pl

    Polecane firmy

    Reklama konta firmowego