Nie możesz uzyskać dostępu do konta?

Wyprowadzanie Polaków z kraju, czyli gorzka pigułka w 100 rocznicę odzyskania niepodległości. Głos z Londynu

  • 09/11/2018 14:25
  • 2

Pojawiające się ostatnio doniesienia z różnych stron o wzrastającej raptownie liczbie imigrantów w Polsce są zaiste zatrważające. Według oficjalnych danych liczba przybyłych imigrantów na przełomie 2017/2018 roku wynosi 683 tysiące, z tego większą część stanowią obywatele Ukrainy, pozostali to głównie z Azji. Z kolei w Wielkiej Brytanii, skąd piszę i obserwuję sytuację, wzrasta liczba polskich młodych imigrantów pomimo spodku wartości Brytyjskiego funta (w relacji do złotego) po decyzji o Brexicie, a co w efekcie zmniejsza pomoc finansową przekazywaną do rodzin w kraju. Mimo wielu rozczarowań nowoprzybyłych, fala polskiej emigracji do Wielkiej Brytanii wcale nie maleje. Widzę to po gęstniejącym tłumie rodaków podczas mszy w polskim kościele katolickim, gdzie nie ma już teraz wolnych miejsc siedzących.

Z wyżej opisanej sytuacji wynika, że zapowiadany w kraju program w postaci „mieszkanie plus” jest zbyt wolno wprowadzany i jest za mało zachęt dla młodych Polaków do robienia kariery w Polsce;  zakładania rodziny i budowania we własnym kraju przyszłości dla siebie. Kilka miesięcy temu toczyła się dyskusja w krajowej publicystyce na temat przyczyn niskich zarobków w Polsce w stosunku do wytwarzanego PKB, na tle innych krajów, jako  głównej przyczyny rodzimej emigracji. Wskazano, że niskie zarobki są efektem przejęcia przemysłu przez inwestorów zagranicznych, którzy absolutnie nie są zainteresowani wzrostem płac w Polsce, a wręcz przeciwnie.

Zasadniczy powód, dla którego przedstawiciele obcego kapitału lokowali swoje zakłady na terenie Polski dotyczył właśnie niższego poziomu płac niż w innych krajach, przy jednoczesnym dostępie do dużej liczby dobrze wykształconych i doświadczonych pracowników.

Sytuacja, w której przewagę w polskim przemyśle posiada kapitał zagraniczny jest przede wszystkim wynikiem przeszłego okresu złodziejskiej prywatyzacji (w latach 1994-2004), czyli de facto okresu rozkradania Polskiego majątku narodowego) znaną??? pod nazwiskiem obecnego Euro-posła Platformy Obywatelskiej Janusza Lewandowskiego,  następnie ministra Wiesława Kaczmarka z SLD i innych. W wyniku tego mamy do czynienia w naszej gospodarce ze zjawiskiem patologicznym, które hamuje jej dalszy rozwój, a rozwija rodzimą emigrację w poszukiwaniu wyższych dochodów.

Antidotum na tą patologię miał być program rozwoju rodzimego przemysłu: dużych, średnich i mały przedsiębiorstw. Program ten, ogłoszony z pompą, po zastąpieniu Pani  Premier Beaty Szydło Panem Premierem Mateuszem Morawieckim, stał się główną tezą propagandową nowego rządu. Powoływano się przy tym na wzór z przed II Wojny Światowej tj. budowy Centralnego Okręgu Przemysłowego w środkowej Polsce pod kierownictwem ówczesnego ministra gospodarki Eugeniusza Kwiatkowskiego. O nowym programie gospodarczym obecnego rządu RP, po jego rekonstrukcji w styczniu br. , dużo się mówiło i pisało, a najważniejsze, że o tym mówił chętnie i często Pan Premier RP Mateusz Morawiecki po objęciu swego urzędu.

Wstąpiła w nas nadzieja – nareszcie!

Jednak z miesiąca na miesiąc, ale zachowując dużo cierpliwości (bo nie od razu Kraków zbudowano) zaczęto powszechnie zauważać (w mediach niezależnych i w wywiadach znanych ekonomistów), że tak naprawdę to poza mówieniem, to nic konkretnego się nie dzieje. Zwiastunem zapowiadanej reindustrializacji jest stocznia szczecińska, w której ma budowany prom pasażerski dla naszego armatora. Jest to na pewno dobry początek, ale to nie jest ten rozmach i ta perspektywa, której byśmy oczekiwali. Na pewno stać na więcej.

Z kolei istniejący przedsiębiorcy średnich i małych firm skarżą się na rzucane im kłody pod nogi. Mówią,  nie ma tu mowy o żadnych ułatwieniach lub tzw. „zielonym świetle”, wręcz przeciwnie, wypełniamy dodatkowe dokumenty, dokręcana jest śruba finansowa i nasilane są kontrole, które dezorganizują produkcję; wiemy, że kontrole finansowe muszą być, ale uciążliwość ich nie może wpływać negatywnie na wyniki ekonomiczne przedsiębiorstw. To opinia wyrażona w artykule gazety („Rzeczpospolita” z 30 października br.).

Nie trzeba  specjalnie udowadniać, że sprowadzenie emigrantów w tak dużej liczbie i w tak krótkim czasie do Polski wpłynie na zachwianie krajowego rynku pracy. Spowoduje, tak jak wszędzie, zatrzymanie lub obniżenie poziomu płac w kraju. Temat poszukiwania rozwiązania dla podniesienia płac, szeroko dyskutowany na początku 2018 roku, stał się już obecnie tematem nieaktualnym.

Temat niskich płac w Polsce, podniesiony w we wspomnianych dyskusjach na początku bieżącego 2018 roku, kiedy je krytykowano, starając się znaleźć odpowiednie antidotum na ich podwyższenie, stał się już obecnie tematem nieaktualnym. Zastosowano politykę  zupełnie przeciwną do wcześniej deklarowanej, tj. sprowadzono na dużą skalę imigrantów nie tylko z Ukrainy, ale i z Azji. Jest to cios zadany sobie przez ten sam rząd , który wcześniej proponował program wzrostu płac realnych w wyniku rozwoju polskiej przedsiębiorczości. Dałoby to szansę naszym młodym obywatelom dla budowania swojej przyszłości u siebie w kraju, bez konieczności bycia parobkiem u obcych. Taki stan absurdu nazywa się u Japończyków „Hara-kiri”, czyli popełnienie samobójstwa poprzez rozcięcie brzucha. Ja tego nie życzę naszemu rządowi, tylko mam prośbę o nie ogłupianie obywateli, bo wielu z nich już myśli o japońskim rozwiązaniu swoich problemów w wyniku podejmowanych błędnych decyzji lub ich braku przez rząd na który głosowali.

Prowadzenie  niespójnej polityki emigracyjnej naszego rządu nastąpiło na skutek podpisania przez Polskę tajnej deklaracji z Unią Europejską 2 maja br. w Marakeszu (tajnej - bo oficjalnie w mediach nie opisywanej ).

W deklaracji tej rząd polski zgodził się  na dobrowolne przyjmowanie imigrantów, uznając to jako podstawowy sposób zapewnienia wzrostu gospodarczego. Innymi słowy, za doraźne korzyści ekonomiczne rujnuje się w procesie długoterminowym ustabilizowanie polityki zatrudnienia własnych rodaków, nie dając im w tej sprawie pierwszeństwa. W tej sytuacji niweczy się poprzednie założenia planu powrotu części naszych rodaków z zagranicy, zwłaszcza ludzi młodych wykształconych w Polsce już po roku 2000.

Jak by nazwać to po imieniu? Jedynym słowem, które ciśnie się na usta: to jest wielkie OSZUSTWO! Kontynuacja takiej polityki imigracyjnej, czyli otwieranie granic, a jednocześnie zmuszanie ekonomiczne własnych obywateli do wyjazdu na emigrację w dłuższej perspektywie czasu nosi wszelkie znamiona polityki samobójczej. To jest opinia specjalistów w tym temacie, ja tylko powtarzam tą opinię w celu poszerzania informacji, dla podniesienia świadomości nas wszystkich co się nam aplikuje. Sprawa to musi się stać przedmiotem interpelacji poselskich pod presją nas wyborców. Niech tłumaczą po co to robią. Społeczna umowa przed wyborami do sejmu była zupełnie inna. - Na szerokie otwieranie dla obcych przybyszów Polskich granic nie było i nie ma społecznej zgody drogi rządzie „dobrej zmiany”. Obyś takim pozostał. Albo…..?

A jaki jest los naszej młodej emigracji na przykładzie Wielkiej Brytanii? Jak się tu nie było, lub nie powąchało w praktyce tego chleba to się nie wie, tylko powtarza utarte stereotypy lub zasłyszane przechwałki tych, którzy lubią za wszelką cenę imponować.

A konkretnie: jak to tutaj wygląda, ile się zarabia, ile się płaci za utrzymanie i transport i czy warto wyjechać? W znajdowaniu pracy na terenie Wielkiej Brytanii pośredniczą liczne agencje pośrednictwa pracy (Recruitment Agencies), których część personelu jest Polakami i to jest ta część starszej emigracji, która opanowała już język angielski na tyle, że znajduje pracę w takich agencjach. Dla nowoprzybyłych szukających pracy, na ogół o słabej lub minimalnej znajomości języka angielskiego, istnienie agencji pośrednictwa, to prawdziwe wybawienie, inaczej nie dali by sobie rady. Agencje oferują jednakową stawkę płacy bez względu na rodzaj wykonywanej pracy. Są to prace podstawowe na ogół nie wymagające znajomości języka angielskiego, jak np. praca na taśmie w fabryce, na sortowni śmieci, w hotelu, kierowcy i temu podobne. Stawka podstawowa to 7,88 GBP na godzinę, 8 godzin pracy w tygodniu przez 5 dni. W wielu pracach są możliwe tzw. nadgodziny. Po odliczeniu podatków otrzymuje się po 5 dniach czek w wysokości od 230 – 260 GBP, w zależności od potrąceń. Czyli w miesiącu jest to około 1000 GBP, od tego odchodzi średnio 300 GBP za mieszkanie (poza Londynem) i około 200 GBP - jedzenie i transport. Zostaje połowa, tj. 500 GBP, którą dużo ludzi skwapliwie wysyła do Polski i w zasadzie jest znowu na „zero” do następnej wypłaty w piątek.

Jeżeli ma się samochód, oczywiście na brytyjskich numerach, to agencje płacą 1 GBP na godz. więcej i zobowiązują do zabierania innych pracowników do pracy, oczywiście tamci też płacą dodatkowo za kurs tam i z powrotem 5 GBP. Fajnie prawda, tylko że początkowe ubezpieczenie świeżego kierowcy w Anglii to 90 – 140 GBP miesięcznie. Ale właśnie posiadanie samochodu i przez to możliwość rozmowy podczas drogi do pracy z naszymi szczególnie młodymi emigrantami dostarczyła mi wiele informacji od nich samych, ile czasu to pracują, czego się dorobili i w ogóle, jak siebie tu widzą i co myślą o powrocie do Polski. Nasi emigranci w większości mając małe dochody,  żyją na bieżąco, to wiem, bo wielu mnie prosiło, czy mogą zapłacić za kursy do pracy dopiero w piątek, jak dostaną wypłatę, a były to osoby pracujące tu już po kilka lat.

Nie miałem im tego za złe, sam wiem , jak to było na początku. Zawsze płacili było OK., ale to już jest jakaś informacja o ich staus quo. Wobec powyższego rodzi się pytanie, jaka jest struktura naszej emigracji w Wielkiej Brytanii, jeżeli chodzi o rodzaj wykonywanej pracy? Niestety w większości, czyli około 80% naszych imigrantów wykonuje właśnie te proste prace fizyczne za pośrednictwem agencji pracy. Dla ścisłości muszę dodać, że wyższe zarobki osiągają pracownicy budowlani, ale tu jest ważny aspekt pogodowy. Jak pada deszcz to na ogół pracy w ten dzień nie ma i zarobku też. Na podstawie tych informacji widać wyraźnie , jak niewiele trzeba by wysiłku od strony Polskiego rządu, aby wstrzymać tę narastającą falę emigracji. Ocenia się wg różnych źródeł, że wystarczy podnieść początkowe zarobki o kwotę 1500 zł miesięcznie i emigracja przestanie się opłacać młodym ludziom.

Tymczasem pracodawca w Polsce zatrudniający pracownika z Ukrainy otrzymuje na niego subwencję rządową w wysokości 900 zł miesiecznie A dodatkowe 500 zł otrzyma każda rodzina emigrancka w ramach programu „500 plus”. A więc to co miało służyć polskiej demografii, będzie służyło i obcej. Na pierwsze dziecko dla matki- Polki rząd nie ma pieniędzy. Pracujące samotne matki dziecka niepełnosprawnego dostają tylko 153 zł zasiłku i czy to one mają, płacąc podatki, utrzymywać mężczyzn imigrantów?

Czy to nie jest jakaś patologia? Czy to nie jest wyganianie młodych Polaków z ich własnego kraju za chlebem? Jak to nazwać? Ja bym to nazwał działaniem anty-Polskim. W sytuacji, kiedy powstał popierany w większości głosujących obywateli RP rząd Prawa i Sprawiedliwości w 2015 roku, mieliśmy szansę odbudować naszą zachwianą demografię i gospodarkę, traktując je jako nierozłączne sfery po wielkiej i kosztownej transformacji ustrojowej i latach afer i grabieży polskiego majątku przez poprzednie ekipy rządowe. Takie były deklaracje nowego rządu PiS-u po jego wyborze w 2015 r. i stąd ten słuszny program „500 plus”. A teraz coś się odwróciło, wygląda na to, że rząd nas zwodzi i nie informuje o swych planach. Jako świadomi obywatele musimy na to reagować w naszym najlepiej pojętym interesie. Rząd jest dla nas, a nie my dla rządu.

Przy takiej polityce emigracyjnej rządu będziemy mieć w przyszłości podobne problemy z emigrantami, jak mają to obecnie takie kraje, jak Szwecja, Francja i Niemcy. Tym bardziej, że większość przybywających imigrantów ze wschodu jest nastawiona wrogo do Polski i Polaków. Rządzący jak widać nie wyciągają żadnych wniosków z bolesnej dla nas historii roku 1943. Myśląc naiwnie, że to już na pewno się nie powtórzy. Ja nie byłbym tego taki pewien. Budowanie takiego obcego i wrogiego potencjału demograficznego jest bardziej niebezpieczne niż przysłowiowa zabawa z zapałkami. Ktoś w tej sprawie nie ma tu żadnej wyobraźni i przewidywania - co mądrością się nazywa.

Z kolei nasi młodzi ludzie pracujący za granicą marnują się, tracą powoli wiedzę nabytą  na ogół bezpłatnie  w rodzimym kraju. Sprzedajemy perły za bezcen, albo jak to mówi pewne powiedzenie: „rzucamy perły przed wieprze”. Sprzedajemy Naród-sprzedajemy Polskę!

Otrząśnij się rządzie ”dobrej zmiany”, na Ciebie głosowaliśmy, ja i wielu moich znajomych, a teraz się za Ciebie wstydzimy! – Jest nam po prostu przykro i smutno i straszno! Nie chcemy Cię obalać, ale wnosimy o korektę i słuchanie głosu wyborców.

Nie mamy, jako obywatele żadnego wyboru. Na Platformę (PO) nie głosują ludzie honoru. Bo PO, to tylko zło.

Zygmunt Skalski
Głos z Londynu


P.S. Na pewno ktoś mi zada pytanie. To w takim razie koleś, co ty tam robisz, jak jesteś przeciw emigracji?

- To prawda jestem tu, ale jestem już na emeryturze i w Polsce wypracowałem swoje, a że znam biegle język angielski, odpracowuję długi skutków złodziejskiej prywatyzacji i bankructwa swojej firmy, bo nie byłem w klubie tamtej zmiany (za Tuska).

Oceń
Autor: Zygmunt Skalski...

KOMENTARZE

JAn 10/11/2018 20:08
Człowieku, dlaczego patrzysz na Ojczyznę jak na efekt przetargu - kto ci da więcej? Mylne myślenie i podejście. Nie pytaj co Polska może zrobić dla ciebie - tylko co możesz zrobić dla Polski.
Bogusław Owoc 10/11/2018 21:47
Kto to mówi w tym służbiowym komentarzu!

DODAJ KOMENTARZ

Pozostałe wiadomości

    Znieważył bezdomną kobietę. Teraz sobie za to popracuje społecznie

    To postępowanie zostało zainicjowane przez Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, który 27 lipca 2018 r... Zobacz więcej »

      Historia pewnej pralki

      Kilka dni temu do jednego z olsztyńskich centrów handlowych przyjechali mieszkańcy innego powiatu. Para miała zaplanowane zakupy, a... Zobacz więcej »
      • 13/12/2018 10:59
      • 0
      • del
      • .

      Quo Vadis Polsko czyli Mała Skarga

      Piotr Kubiak w latach 80 napisał setki wierszy i tekstów piosenek. Dopiero po wielu latach owe teksty znalazły się na płycie... Zobacz więcej »
      • 13/12/2018 08:13
      • 0
      • Express.olsztyn.pl
      • .

      Rękopis znaleziony w stanie wojennym

      Do generała[1] Za słowo kłamstwem splugawione, za mundur bratnią krwią splamiony, za ręce siłą rozłączone, za Naród... Zobacz więcej »
      • 13/12/2018 07:57
      • 1
      • warmiak

      Polecane firmy

      Reklama konta firmowego